czwartek, 30 maja 2013



Z Grze­go­rzem Brau­nem – re­ży­se­rem m.​in. fil­mów „To­wa­rzysz ge­ne­rał”, „Eu­ge­ni­ka” i „Trans­for­ma­cja – od Le­ni­na do Put­nia” – roz­ma­wia­ła Al­do­na Za­or­ska

Oba­wiam się, że to czy i kie­dy sy­tu­acja na Bli­skim Wscho­dzie przej­dzie w ostrą fa­zę kon­flik­tu mi­li­tar­ne­go, nie bę­dzie mia­ło wpły­wu na re­ali­za­cję przez Izra­el „Pla­nu B”, tzn. pla­nu po­zy­ska­nia ba­zy na „sta­łym lą­dzie”, bez­piecz­nej i wy­god­nej „przy­sta­ni”. Przy czym nie jest to nic no­we­go. My­ślę, że wszyst­kie prze­słan­ki hi­sto­rycz­ne i ak­tu­al­ne do te­go zmie­rza­ją i na to wska­zu­ją, że plan, któ­ry był pu­blicz­nie i bar­dzo se­rio ar­ty­ku­ło­wa­ny przed nie­speł­na 100 la­ty, zna­ny hi­sto­rio­gra­fii pod na­zwą Ju­de­opo­lo­nii, nie zdez­ak­tu­ali­zo­wał się, go­rzej – wi­dzi­my no­wą je­go ak­tu­al­ność.

Po­zwo­li­łam so­bie za­py­tać rzecz­ni­ka pra­so­we­go o oskar­że­nia wo­bec Pa­na. Po­in­for­mo­wał mnie tyl­ko, że zo­stał Pan prze­słu­cha­ny w spra­wie zaj­ścia na Po­wąz­kach…
 
In­for­ma­cja pa­na rzecz­ni­ka Śle­po­ku­ry to praw­da i nie­praw­da w jed­nym. Praw­dzi­wa jest o ty­le, że istot­nie 3 stycz­nia przed­sta­wio­no mi za­rzu­ty w spra­wie, któ­rą na­zwij­my „po­wąz­kow­ską”. Nie­praw­dą jest na­to­miast, ja­ko­bym zo­stał prze­słu­cha­ny. For­mal­nie oświad­czy­łem tam bo­wiem pa­ni prok. Dzi­duch, że żad­nych ze­znań przed nią skła­dać nie bę­dę, po­nie­waż re­pre­zen­to­wa­na przez nią pro­ku­ra­tu­ra jest w tej spra­wie or­ga­ni­za­to­rem na­gon­ki na mnie.

Czy­li do dnia dzi­siej­sze­go pro­ku­ra­tu­ra nie po­sta­wi­ła Pa­nu za­rzu­tów w związ­ku z rze­ko­mym na­wo­ły­wa­niem do zbrod­ni w klu­bie Ro­ni­na je­sie­nią ubie­głe­go ro­ku?

Nie, żad­nych for­mal­nych ru­chów wo­bec mnie nie ma. To jest wy­łącz­nie bi­cie pia­ny na ła­mach ga­zet, w roz­gło­śniach ra­dio­wych i gdzie tam się jesz­cze da. Pseu­do-pro­ku­ra­tu­ra i pa­ra-dzien­ni­ka­rze sta­ra­li się mó­wić o tych spra­wach łącz­nie, co koń­czy­ło się in­sy­nu­acją, ja­ko­bym w ob­li­czu oskar­że­nia o pod­że­ga­nie do zbrod­ni ukry­wał się przed wy­mia­rem spra­wie­dli­wo­ści. No­ta be­ne, na pierw­szą wieść o tym po­spie­szy­łem na naj­bliż­szy po­ste­ru­nek po­li­cji, gdzie do­wie­dzia­łem się, że wca­le mnie nie szu­ka­li. Tym­cza­sem przed­sta­wio­no mi za­rzu­ty tyl­ko w spra­wie „po­wąz­kow­skiej”, czy­li za­trzy­ma­nia mnie na Po­wąz­kach we wrze­śniu 2012 ro­ku w cza­sie eks­hu­ma­cji śp. Te­re­sy Wa­lew­skiej-Przy­jał­kow­skiej. O tym, że pro­ku­ra­tu­ra in­te­re­su­je się też mo­ją wy­po­wie­dzią w Klu­bie Ro­ni­na do­wia­du­ję się tyl­ko z enun­cja­cji dzien­ni­ka­rzy me­diów głów­ne­go ście­ku. Wiem na­to­miast, że prze­pro­wa­dzo­no już w tej spra­wie sze­reg prze­słu­chań. Na­to­miast sko­ro o tym mó­wi­my, po­wtó­rzę jesz­cze raz, że do­ko­na­no tu ma­ni­pu­la­cji po­le­ga­ją­cej na se­lek­tyw­nej, wy­rwa­nej z kon­tek­stu, opacz­nej re­in­ter­pre­ta­cji mo­ich słów. Mó­wiąc w du­żym skró­cie – wów­czas we wrze­śniu w Klu­bie Ro­ni­na przed­sta­wi­łem ro­bo­czo sfor­mu­ło­wa­ną li­stę pię­ciu pod­sta­wo­wych prze­są­dów pol­skiej in­te­li­gen­cji, któ­re w mo­im prze­ko­na­niu wa­żą ne­ga­tyw­nie na spra­wie pol­skiej i w prze­szło­ści, i dziś.

A są ni­mi…

Po pierw­sze – de­mo­kra­tyzm w sfe­rze ustro­jo­wej, po dru­gie – eta­tyzm w sfe­rze eko­no­micz­nej, czy­li po pro­stu so­cjal-biu­ro­kra­tycz­na wi­zja pań­stwa, po trze­cie – mo­der­nizm w sfe­rze re­li­gij­nej, czy­li an­ty-tra­dy­cjo­na­lizm, po czwar­te – pa­cy­fizm, a więc w sfe­rze pu­blicz­nej przy­zwo­le­nie na de­mon­taż Woj­ska Pol­skie­go, a w sfe­rze pry­wat­nej – ak­cep­ta­cja utrud­nień do­stę­pu do po­sia­da­nia bro­ni oraz prze­ko­na­nie, że wy­kre­śle­nie ka­ry śmier­ci z ko­dek­su kar­ne­go jest prze­ja­wem wstą­pie­nia na wyż­szy po­ziom roz­wo­ju cy­wi­li­za­cyj­ne­go. Na­wia­sem mó­wiąc – mo­im zda­niem jest wręcz prze­ciw­nie. Wła­śnie na mar­gi­ne­sie tej kwe­stii wy­ra­zi­łem prze­ko­na­nie, że bez­kar­ność mor­der­ców i zdraj­ców jest sta­nem au­to­de­struk­cji pań­stwa. I na tym tle po­ja­wi­ła się dy­wa­ga­cja o pil­nej po­trze­bie za­kwe­stio­no­wa­nia gwa­ran­cji bez­kar­no­ści, ja­ką cie­szą się w post-pe­ere­lu zdraj­cy i za­przań­cy. A je­śli cho­dzi o pią­ty prze­sąd, to na­zy­wam go ro­bo­czo ju­deo-ide­ali­zmem – w od­róż­nie­niu od ju­deo-re­ali­zmu, to jest nie­sen­ty­men­ta­li­zu­ją­ce­go spoj­rze­nia na sto­sun­ki pol­sko-ży­dow­skie w hi­sto­rii i współ­cze­sno­ści.

Skąd więc ta na­gon­ka na Pa­na oso­bę?

Chy­ba zu­peł­nie oczy­wi­ste jest, że ob­ry­wam nie za to, co aku­rat „GWiaz­da śmier­ci” wy­bie­rze ja­ko pre­tekst do ak­tu­al­nej na­gon­ki. Od daw­na je­stem szka­lo­wa­ny i znie­sła­wia­ny przez ich kie­szon­ko­we au­to­ry­te­ty i funk­cjo­na­riu­szy fron­tu ide­olo­gicz­ne­go od­gry­wa­ją­ce ro­lę nie­za­leż­nych dzien­ni­ka­rzy w ra­mach, jak to okre­ślał Le­nin, „or­ga­ni­za­tor­skiej funk­cji pra­sy”. Dla przy­kła­du – pa­ni Mo­ni­ka „Sto­krot­ka” Olej­nik, któ­ra w ra­mach swo­ich obo­wiąz­ków służ­bo­wych zwy­czaj­nie kła­mie, pu­blicz­nie na­ga­by­wa­ła pa­na pre­mie­ra mi­ni­stra mar­szał­ka Grze­go­rza „Rad­ka” Sche­ty­nę na oko­licz­ność pil­nej po­trze­by ukró­ce­nia mo­jej ak­tyw­no­ści. Po­dob­ne we­zwa­nia do te­go, że­by wresz­cie coś ze mną zro­bić, zda­rza­ły się sze­reg ra­zy. Ale ostat­nio po­ja­wił się ory­gi­nal­ny trend: je­den pro­fe­sor wzy­wał (kom­plet­nie bez­owoc­nie zresz­tą) do pi­kie­to­wa­nia mo­je­go pod­da­sza, a in­ny to­wa­rzysz-re­dak­tor po­stu­lo­wał ode­bra­nie mi sa­mo­cho­du (sic). Cho­ciaż i to wła­ści­wie nic no­we­go, bo już pięć lat te­mu ko­mor­nik zho­lo­wał mi spod do­mu mo­je 11-let­nie au­to – za po­da­nie do pu­blicz­nej wia­do­mo­ści praw­dy o es­bec­kich afi­lia­cjach wy­bit­ne­go ję­zy­ko­znaw­cy, prof. Miod­ka. Ja mam gru­bą skó­rę, ale nę­ka­ni są tak­że i moi naj­bliż­si.
Po­nie­waż obec­nie nikt nie od­no­si się do me­ri­tum mo­jej wy­po­wie­dzi, na­to­miast pew­ne jej ele­men­ty zo­sta­ły uży­te, że­by pod­jąć kam­pa­nię roz­pi­sa­ną na sze­reg se­an­sów nie­na­wi­ści, w któ­rych je­stem obiek­tem ry­tu­al­nych po­tę­pień i „od­ci­na­nia się”, przy­pusz­czam, że nie cho­dzi li tyl­ko o tę kon­kret­ną wy­po­wiedź, ile ra­czej o „ca­ło­kształt”. Przy czym mo­ja oso­ba ma chy­ba w tych spra­wach zna­cze­nie dru­go­rzęd­ne. Tak na­praw­dę cho­dzi ra­czej o „przy­kład gro­zy” – dzia­ła­nie od­stra­sza­ją­ce lu­dzi, któ­rzy chcie­li­by in­te­re­so­wać się nie tym, co aku­rat me­dia głów­ne­go ście­ku w Pol­sce uwa­ża­ją za war­te za­in­te­re­so­wa­nia. Przy­kład „ob­rób­ki”, ja­kiej je­stem pe­rio­dycz­nie pod­da­wa­ny, ma mo­że dzia­łać od­stra­sza­ją­co, a przy­naj­mniej de­pry­mu­ją­co na tych, któ­rzy nie mie­ści­li­by się do­sta­tecz­nie ocho­czo w nur­cie po­praw­no­ści po­li­tycz­nej. Czy to dzia­ła? A to m.​in. od Pań­stwa i wa­szych Sz. Czy­tel­ni­ków bę­dzie za­le­ża­ło.

Aku­rat na­si czy­tel­ni­cy zgła­sza­ją się z py­ta­nia­mi, gdzie moż­na ku­pić pań­ski naj­now­szy film: „Trans­for­ma­cja – od Le­ni­na do Pu­ti­na”?

Tym­cza­sem ni­g­dzie. Pierw­sza część „Trans­for­ma­cji” uka­za­ła się pod ko­niec ub. ro­ku ja­ko do­da­tek do jed­nej z ga­zet co­dzien­nych, ale dru­ga część nie mia­ła jesz­cze żad­nej edy­cji. Obie ra­zem opo­wia­da­ją dzie­je pro­jek­tu so­wiec­kie­go w do­bie pierw­szej i dru­giej woj­ny świa­to­wej – mam na­dzie­ję, że ra­zem uka­żą się wkrót­ce, mo­że ja­ko do­da­tek do ja­kie­goś ty­go­dni­ka. To nie­zbęd­ne, by da­ło się kon­ty­nu­ować pra­cę nad czę­ścią 3 i 4 i do­koń­czyć cykl, że­by mo­gła być opo­wie­dzia­na ca­łość hi­sto­rii, zgod­nie z pod­ty­tu­łem – „od Le­ni­na do Pu­ti­na”. Na ra­zie mój ko­le­ga pro­du­cent Ro­bert Kacz­ma­rek nie zna­lazł jesz­cze tak zde­ter­mi­no­wa­ne­go wy­daw­cy ale zo­ba­czy­my, czy tej wio­sny spra­wy ja­koś się wy­kla­ru­ją.

Znów wcho­dzi Pan na nie­bez­piecz­ną ścież­kę z tym fil­mem. Je­śli Pol­ską rzą­dzi kon­sor­cjum służb spe­cjal­nych i to nie­po­lskich służb, to mo­gą być nie­za­do­wo­lo­ne z te­go, że Pan po­ru­sza okre­ślo­ne te­ma­ty… Mo­gą uznać to za za­gro­że­nie ich in­te­re­sów. „To­wa­rzysz ge­ne­rał” nie bez przy­czy­ny zo­stał „pół­kow­ni­kiem”.

Bar­dzo mi po­chle­bia kon­cep­cja, że ktoś mógł­by ty­le przy­pi­sy­wać wa­gi mo­im fil­mom… Moż­na po­wie­dzieć, pa­ra­fra­zu­jąc ak­tu­al­ne­go go­spo­da­rza Pa­ła­cu Pre­zy­denc­kie­go – ja­ki re­żim, ta­kie za­gro­że­nie. Ta atra­pa pań­stwa, w któ­rej ży­je­my, tak bar­dzo już nie re­pre­zen­tu­je żad­nej au­to­no­mii, tak da­le­ce nie ma już żad­nych in­nych sił, po­za ty­mi, któ­re by­ły­by trans­mi­to­wa­ne na na­szą sce­nę pu­blicz­ną z ja­kichś ośrod­ków pań­stwo­wych po­za gra­ni­ca­mi na­sze­go kra­ju – że mo­że fak­tycz­nie film do­ku­men­tal­ny jest w sta­nie wpra­wić w stan nie­po­ko­ju przed­sta­wi­cie­li te­go re­żi­mu.

Mo­że cho­dzi też o to, że im wię­cej lu­dzi zo­ba­czy Pa­na fil­my, tym wię­cej za­cznie py­tać… I w koń­cu coś się zmie­ni…

Miej­my ostroż­ną na­dzie­ję, że licz­ba miesz­kań­ców Pol­ski, któ­rzy nie uwa­ża­ją, że jest do­brze, a bę­dzie jesz­cze le­piej, nie zmniej­sza się. Mu­szę jed­nak przy­znać, że mo­je na­dzie­je na przy­szłość nie wią­żą się spe­cjal­nie z ilo­ścią świa­do­mych Po­la­ków. Ja wią­żę na­dzie­ję ra­czej z ich ja­ko­ścią. Nie je­stem de­mo­kra­tą – nie li­czę na ma­sy, li­czę na zdter­mi­no­wa­ne eli­ty. Eli­ty lo­kal­ne, moc­no zin­te­gro­wa­ne wo­ko­ło trzech obiek­tów uży­tecz­no­ści pu­blicz­nej: KO­ŚCIO­ŁA, SZKO­ŁY, STRZEL­NI­CY. Ale o ten pro­gram, zda­je się, już pro­kla­mo­wa­łem na Pań­stwa ła­mach.
Są­dzę, że tym­cza­sem obec­ny re­żim sam do­ko­na ja­kie­goś prze­wro­tu, czy ra­czej „kry­zy­su kon­tro­lo­wa­ne­go”, któ­re­mu bę­dzie chciał nadać po­zór „de­mo­kra­tycz­nych prze­mian”. W związ­ku z tym utwier­dza­nie się pol­skich pa­trio­tów w wie­rze w de­mo­kra­cję by­ło­by tyl­ko re­ali­zo­wa­niem za­mó­wie­nia, któ­re nie­wąt­pli­wie w ten czy in­ny spo­sób zo­sta­nie wy­su­nię­te ze stro­ny ak­tu­al­ne­go re­żi­mu. In­ny­mi sło­wy – obec­ny re­żim za­dba, by wy­ko­nu­jąc tę nie­bez­piecz­ną ewo­lu­cję nie upaść zbyt bo­le­śnie.

Bę­dzie­my mie­li ko­lej­ny „Okrą­gły Stół”?

Ra­czej Sier­pień ‘80 skrzy­żo­wa­ny i skon­den­so­wa­ny i z grud­niem ‘81, i z czerw­cem ‘89. Dla­cze­go do te­go jesz­cze nie do­szło? Przy­czy­ny są dwie – z jed­nej stro­ny ośrod­ków po­li­tycz­nych dzia­ła­ją­cych z nada­nia ru­skiej, pru­skiej, ame­ry­kań­skiej czy izra­el­skiej bez­pie­ki, dzia­ła­ją­cych z nada­nia lóż róż­nych obe­dien­cji, a ry­wa­li­zu­ją­cych o pry­mat na sce­nie po­li­tycz­nej jest wię­cej niż w ro­ku ‘80 i ’81, więc ża­den z tych ośrod­ków nie ma moż­li­wo­ści eg­ze­kwo­wa­nia swo­ich pla­nów i am­bi­cji w tak zde­cy­do­wa­ny spo­sób jak to czy­ni­li Ja­ru­zel­ski i Kisz­czak oraz Ku­roń i Ge­re­mek; a z dru­giej – ten kon­tro­lo­wa­ny kry­zys nie mo­że na­dejść, po­nie­waż nie na­de­szły jesz­cze osta­tecz­ne dy­rek­ty­wy od ofi­ce­rów pro­wa­dzą­cych i wiel­kich mi­strzów re­zy­du­ją­cych po­za gra­ni­ca­mi Rze­czy­po­spo­li­tej. A nie na­de­szły, bo ten kon­tro­lo­wa­ny kry­zys w Pol­sce ma być prze­pro­wa­dzo­ny w ja­kiejś ko­re­la­cji z prze­si­le­niem na szer­szej sce­nie.

Ma Pan na my­śli ja­kąś kon­kret­ną sy­tu­ację?

Przy­pusz­czam, że kon­tro­lo­wa­ny kry­zys w Pol­sce ma być zsyn­chro­ni­zo­wa­ny z „woj­ną per­ską”, któ­ra po­dob­nie jak ten nasz kra­jo­wy kry­zys – wy­bu­cha, wy­bu­cha i nie mo­że wy­buch­nąć. Cho­dzi oczy­wi­ście o woj­nę na Bli­skim Wscho­dzie. Przy­czy­ną jest brak za­an­ga­żo­wa­nia w nią „na ca­ły re­gu­la­tor” im­pe­rium ame­ry­kań­skie­go. Z ja­kichś przy­czyn pań­stwu po­ło­żo­ne­mu w Pa­le­sty­nie nie uda­ło się za­an­ga­żo­wać im­pe­rium ame­ry­kań­skie­go w sierp­niu ub. ro­ku. Że ta­ki plan mie­li, o tym już te­raz bez ogó­dek pi­szą po ga­ze­tach. Ale te­raz znów te­mat wra­ca – je­ste­śmy już po wy­bo­rach i w USA, i w Izra­elu. My­ślę, że te­raz przyj­dzie po­ra na ja­kieś roz­strzy­gnię­cia, któ­re zo­sta­ły za­wie­szo­ne z koń­cem la­ta – po­cząt­kiem je­sie­ni ubie­głe­go ro­ku. Na­to­miast oba­wiam się, że to czy i kie­dy sy­tu­acja  na Bli­skim Wscho­dzie przej­dzie w ostrą fa­zę kon­flik­tu mi­li­tar­ne­go, nie bę­dzie mia­ło wpły­wu na re­ali­za­cję przez Izra­el „Pla­nu B”, tzn. pla­nu po­zy­ska­nia ba­zy na „sta­łym lą­dzie”, bez­piecz­nej i wy­god­nej „przy­sta­ni”. Przy czym nie jest to nic no­we­go. My­ślę, że wszyst­kie prze­słan­ki hi­sto­rycz­ne i ak­tu­al­ne do te­go zmie­rza­ją i na to wska­zu­ją, że plan, któ­ry był pu­blicz­nie i bar­dzo se­rio ar­ty­ku­ło­wa­ny przed nie­speł­na 100 la­ty, zna­ny hi­sto­rio­gra­fii pod na­zwą Ju­de­opo­lo­nii, nie zdez­ak­tu­ali­zo­wał się, go­rzej – wi­dzi­my no­wą je­go ak­tu­al­ność.

Wie Pan, że „Ju­de­opo­lo­nia” we­dług „Wi­ki­pe­dii” to: „an­ty­se­mic­ka teo­ria spi­sko­wa”?

Moż­na oczy­wi­ście uda­wać, że pew­nych fak­tów nie ma – i wte­dy po­zo­sta­je­my wła­śnie w krę­gu pod­sta­wo­wych prze­są­dów pol­skiej in­te­li­gen­cji, o któ­rych mó­wi­łem. Tym­cza­sem plan an­to­no­mii ży­dow­skiej w na­szej czę­ści Eu­ro­py to nie żad­na czar­no­se­cin­na teo­ria, tyl­ko kon­kret­na kon­cep­cja po­li­tycz­na wy­raź­nie ar­ty­ku­ło­wa­na np. jesz­cze na kon­gre­sie wer­sal­skim przez pro­mi­nent­nych przed­sta­wi­cie­li dia­spo­ry ży­dow­skiej. Nb rów­no­le­gle z kon­cep­cją Wol­ne­go Mia­sta Gdań­ska wy­su­nię­ta zo­sta­ła wów­czas kon­cep­cja Wol­ne­go Mia­sta Bia­łe­go­sto­ku (sic). Ta kon­cep­cja po­zo­sta­wa­ła cał­kiem ży­wot­na jesz­cze w la­tach II w.ś. – jej ak­tu­al­ność nie­wąt­pli­wie do­strze­gał m.​in. li­der ru­chu sy­jo­ni­stycz­ne­go, Ża­bo­tyń­ski. Ale nie bę­dzie­my tu od­ra­biać pod­sta­wo­wych lek­cji hi­sto­rii, któ­rych nie od­ro­bi­li naj­wy­raź­niej po­lit-po­praw­ni cen­zo­rzy „Wi­ki­pe­dii” – umów­my się na osob­ną po­ga­węd­kę, bo to te­mat tak istot­ny, że wart szer­sze­go omó­wie­nia.

Wróć­my za­tem na współ­cze­sną sza­chow­ni­cę po­li­tycz­ną.

Przede wszyst­kim z izra­el­skiej per­spek­ty­wy – jest nie­po­do­bień­stwem utrzy­my­wa­nie sta­nu tak chwiej­nej rów­no­wa­gi, w któ­rej funk­cjo­nu­je od mo­men­tu swe­go po­wsta­nia pań­stwo po­ło­żo­ne w Pa­le­sty­nie. To jest nie do za­ak­cep­to­wa­nia dla tam­tej­szych mę­żów sta­nu, więc mu­szą oni szu­kać ja­kie­goś wyj­ścia z sy­tu­acji. Pol­ska jest oczy­wi­stym ce­lem, przede wszyst­kim dla­te­go, że po­za ście­ra­niem się u nas kon­sor­cjów róż­nych służb, pań­stwo pol­skie jest kom­plet­nie zban­kru­to­wa­ne, za­dłu­żo­ne tak astro­no­micz­nie, że per­spek­ty­wa spła­ty je­go dłu­gów stra­ci­ła już daw­no ja­kie­kol­wiek zna­mio­na re­ali­zmu.

Czym się to mo­że skoń­czyć?

W przy­pad­ku zwy­kłe­go dłuż­ni­ka koń­czy się to wi­zy­tą ko­mor­ni­ka – wiem, co mó­wię, z wła­sne­go do­świad­cze­nia. W przy­pad­ku pań­stwa – to się mo­że skoń­czyć kon­wer­sją dłu­gu na wpły­wy po­li­tycz­ne, a to zna­czy po pro­stu utra­tę nie­pod­le­gło­ści na dro­dze bez­kr­wa­we­go „prze­ję­cia za dłu­gi”. Pań­stwo po­ło­żo­ne w Pa­le­sty­nie naj­wy­raź­niej uwa­ża tę wi­zję za tak re­al­ną, że po­zwa­la so­bie na wy­da­wa­nie pie­nię­dzy tam­tej­szych po­dat­ni­ków na utrzy­my­wa­nie spe­cjal­nej agen­dy ds. re­win­dy­ka­cji ma­jąt­ko­wych przede wszyst­kim na na­szym te­ry­to­rium. Do­dat­ko­wo w ostat­nich la­tach wy­pusz­czo­nych zo­sta­ło już kil­ka „ba­lo­nów prób­nych”, z któ­rych szcze­gól­nie wi­do­wi­sko­wym przy­kła­dem jest Ruch Od­ro­dze­nia Ży­dow­skie­go w Pol­sce, któ­re­go kon­gres od­był się w ubie­głym ro­ku w Ber­li­nie. Te­raz na na­sze nie­szczę­ście spo­ra część pa­trio­tycz­nie zo­rien­to­wa­ne­go es­ta­bli­sh­men­tu po­li­tycz­ne­go cią­gle jesz­cze nie znaj­du­je spo­so­bu na to, by ten pro­blem pod­jąć. Dla­te­go, że sa­mo wspo­mnie­nie o tym na­ra­ża mó­wią­ce­go na ry­tu­al­ne strą­ce­nie go do pie­kła an­ty­se­mi­tów, z któ­re­go już nie ma po­wro­tu, więc nie ma na ten te­mat pu­blicz­nej dys­ku­sji. Ale cho­wa­nie gło­wy w pia­sek nie po­mo­że.

A wspar­cie so­jusz­ni­ków?

Nie po­win­ni­śmy się prze­sad­nie łu­dzić, że jak tyl­ko kar­nie pój­dzie­my w cha­rak­te­rze ko­ali­cjan­ta-ży­ran­ta na „woj­nę per­ską”, to w na­gro­dę im­pe­rium ame­ry­kań­skie da nam wresz­cie wi­zy i prze­dłu­ży pro­me­sę na su­we­ren­ność. Po­li­ty­ka uda­wa­nia, że nie ma żad­nych rosz­czeń i agre­syw­nej an­ty­pol­skiej pro­pa­gan­dy – ta po­li­ty­ka w swej być mo­że naj­lep­szej, naj­szla­chet­niej­szej wer­sji do­bie­gła swe­go kre­su 10 kwiet­nia 2010 ro­ku w Smo­leń­sku. Te­go dnia oka­za­ło się, że naj­lep­szy so­jusz­nik im­pe­rium ame­ry­kań­skie­go, naj­pew­niej­szy przy­ja­ciel Izra­ela swą po­li­ty­ką uda­wa­nia, że to desz­czyk pa­da, kie­dy na nas plu­ją, nie za­gwa­ran­to­wał so­bie mi­ni­mum bio­lo­gicz­ne­go bez­pie­czeń­stwa – już na­wet nie nie­pod­le­gło­ści Pol­ski, ale cho­ciaż­by jed­ne­go zła­ma­ne­go ese­me­sa ostrze­gaw­cze­go od przy­ja­ciół. Część pol­skich pa­trio­tów wciąż łu­dzi się, że po­nie­waż obec­ny rząd par­tii zdra­dy na­ro­do­wej mu­si się za­wa­lić pod cię­ża­rem wła­snej in­do­len­cji i nie­kom­pe­ten­cji, otwo­rzy się dro­ga po­wro­tu do wła­dzy te­go skrzy­dła obo­zu pa­trio­tycz­ne­go, któ­re za­cho­wa „umiar” i „roz­są­dek”. Ja oba­wiam się, że ta wia­ra, któ­rą od je­sie­ni zda­ją się ży­wić co­raz licz­niej­si po­li­ty­cy i pu­bli­cy­ści tej pra­wej stro­ny sce­ny po­li­tycz­nej, jest tyl­ko pod­nie­ca­na przez ja­kieś obie­can­ki ze stro­ny na­szych nie­sta­łych so­jusz­ni­ków. Ja zresz­tą by­naj­mniej nie je­stem, za­zna­czam wy­raź­nie, prze­ciw­ni­kiem wcho­dze­nia w owe ukła­dy so­jusz­ni­cze. Ja bym tyl­ko ocze­ki­wał, że to bę­dzie płat­ne z gó­ry – jak to spo­koj­nie wy­eg­ze­kwo­wa­li np. Tur­cy. Ale do te­go trze­ba by mieć re­pre­zen­tan­tów, któ­rzy pol­ską po­li­ty­kę wi­dzą nie tyl­ko w ka­te­go­riach klien­te­li­zmu – wszyst­ko jed­no, czy zo­rien­to­wa­ne­go na­Wschód, czy Za­chód, ale za­wsze tyl­ko klien­te­li­zmu.

Ame­ry­ka­nie pro­wa­dzą wła­sną po­li­ty­kę?

To oczy­wi­ste. Na­wia­sem mó­wiąc, na ra­zie wi­dać spo­ry opór w Wa­szyng­to­nie wo­bec an­ga­żo­wa­nia się w kon­flikt na Bli­skim Wscho­dzie po stro­nie Izra­ela. Tym­cza­sem po­li­ty­cy pań­stwa izra­el­skie­go i po­li­ty­cy dia­spo­ry ży­dow­skiej tak bar­dzo o to za­bie­ga­ją, bo być mo­że oba­wia­ją się, że je­śli re­żim pół­noc­no-ame­ry­kań­ski nie za­an­ga­żu­je się w osta­tecz­ne roz­wią­za­nie kwe­stii bli­skow­schod­niej w tym mo­men­cie, to za chwi­lę, na­wet gdy­by chciał, nie bę­dzie już mógł te­go zro­bić. Układ sił na świe­cie ule­ga zmia­nom. Klu­czo­we cen­trum go­spo­dar­cze i po­ten­cjal­ne ogni­sko glo­bal­nej woj­ny znaj­du­je się już ra­czej po dru­giej stro­nie glo­bu­sa – na Pa­cy­fi­ku czy Oce­anie In­dyj­skim. Dla­te­go osta­tecz­ne roz­wią­za­nie kwe­stii bli­skow­schod­niej na ko­rzyść Izra­ela mu­si na­stą­pić te­raz – al­bo ni­g­dy. Pol­ska jest zaś nie tyl­ko pion­kiem w tym star­ciu in­te­re­sów, ale i przy­pusz­czal­nym tro­feum – ową bez­piecz­ną ba­zą na sta­łym lą­dzie, o któ­rej wspo­mi­na­łem. Bio­rąc pod uwa­gę ogra­ni­czo­ną zdol­ność Mo­skwy do wy­cho­dze­nia po­za pa­ra­dyg­mat po­gań­skie­go za­mor­dy­zmu (patrz: np. geo­po­li­ty­ka wg Du­gi­na), a tak­że nie­skry­wa­ne ape­ty­ty Niem­ców i Ukra­iń­ców – to się mo­że skoń­czyć w naj­lep­szym wy­pad­ku ja­kimś Księ­stwem War­szaw­skim czy Kon­gre­sów­ką. Bo być mo­że na­wet ja­kiś szyld zo­sta­nie pro for­ma za­cho­wa­ny – ale za tą fa­sa­dą bę­dzie­my mie­li fak­tycz­ne ży­dow­skie po­wier­nic­two ja­ko kom­pro­mi­so­wą for­mu­łę nie­kon­flik­to­gen­ne­go za­rzą­dza­nia na te­ry­to­rium ro­syj­sko-nie­miec­kie­go kon­do­mi­nium. Wiel­ki Wschód przyj­mie to do ak­cep­tu­ją­cej wia­do­mo­ści, a ma­so­ne­ria re­gu­lar­na bę­dzie, kto wie, mo­że na­wet bar­dziej usa­tys­fak­cjo­no­wa­na, bo przcież bę­dą mo­gli na­dal ba­wić się w urzą­dza­nie tej resz­tów­ki po Pol­sce ja­ko wzor­co­we­go skan­se­nu czy re­zer­wa­tu, w któ­rym nam bę­dzie wol­no po­zo­stać Po­la­ka­mi na po­zio­mie ce­pe­liow­skim.

Mo­że jed­nak ten bli­skow­schod­ni kon­flikt od­su­nie Plan B w nie­byt?

Prze­ciw­nie – są­dzę, że „Plan B” bę­dzie re­ali­zo­wa­ny nie­za­leż­nie od te­go, ja­ki wy­miar mi­li­tar­ny bę­dą mia­ły zda­rze­nia na Bli­skim Wscho­dzie. W efek­cie to my – mó­wię my – ja­ko na­ród – mo­że­my być osta­tecz­nie płat­ni­ka­mi. Pa­mię­tać trze­ba, że im­pe­rium ame­ry­kań­skie nie mo­że ru­szyć na tę woj­nę bez zgo­dy Krem­la. Oba­ma nie pój­dzie na woj­nę, nie ma­jąc gwa­ran­cji neu­tral­no­ści Pu­ti­na. To mo­że się roz­strzy­gnąć już w naj­bliż­szym cza­sie. John Ker­ry, no­wy se­kre­tarz sta­nu im­pe­rium ame­ry­kań­skie­go, wy­bie­ra się do Mo­skwy. Cie­kaw je­stem, ile cza­su zaj­mie mu w roz­mo­wach, któ­re tam bę­dzie pro­wa­dził, spra­wa pol­ska. Być mo­że tyl­ko ty­le, ile trze­ba, że­by kiw­nąć gło­wą – je­śli Ame­ry­ka­nie zde­cy­do­wa­li się uznać już bez żad­nych de­ner­wu­ją­cych Mo­skwę niu­an­sów, że Pol­ska jest w stre­fie do­mi­na­cji ro­syj­skiej. Pol­ska tak zo­sta­ła do­świad­czo­na, że za­wsze jak do Mo­skwy je­dzie ja­kiś mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych, to trud­no li­czyć na mi­łe nie­spo­dzian­ki. Oba­wiam się, że w każ­dym ra­zie te wszyst­kie mi­łe wy­obra­że­nia żo­li­bor­skich pa­trio­tów, że np. wy­mia­na am­ba­sa­do­ra USA w Pol­sce z J.E. Fe­in­ste­ina na J.E. Mul­la ma być wy­ra­zem za­sad­ni­czej re­orien­ta­cji w ame­ry­kań­skiej po­li­ty­ce na na­szą ko­rzyść, są na­iw­niac­twem na mia­rę su­biek­ta Rzec­kie­go, któ­ry w „Lal­ce” Pru­sa nie­ustan­nie li­czy na Na­po­le­ona III.

Nie jest Pan opty­mi­stą. Czy uwa­ża Pan, że gro­zi nam III woj­na świa­to­wa?

Być mo­że III woj­na świa­to­wa jest już cał­kiem nie­źle za­awan­so­wa­na. Mo­że np. Fran­cu­zi, któ­rzy w Ma­li na­tknę­li się na osob­ni­ków le­piej prze­szko­lo­nych i le­piej uzbro­jo­nych, niż się kto­kol­wiek spo­dzie­wał – mo­że oni de fac­to wal­czą tam już per pro­cu­ra z Chiń­czy­ka­mi, któ­rzy od dwu­dzie­stu lat nie­źle już po­dob­no za­go­spo­da­ro­wa­li próż­nię, ja­ką zo­sta­wi­ła w Afry­ce ko­mu­ni­stycz­na „de­ko­lo­ni­za­cja”? We wrze­śniu ‘39 ro­ku na pierw­szych stro­nach ga­zet nikt nie na­pi­sał, że za­czę­ła się wła­śnie II woj­na świa­to­wa. Ni­ko­mu, po­za Sta­li­nem, któ­ry dał car­te blan­che Hi­tle­ro­wi, udzie­la­jąc mu gwa­ran­cji po­li­tycz­nych i przede wszyst­kim go­spo­dar­czych, su­row­co­wych – wte­dy do gło­wy nie przy­cho­dzi­ło, że za­czy­na się no­wa woj­na świa­to­wa. Mo­że ska­li i zna­cze­nia te­go, co się w tej chwi­li do­ko­nu­je, nie je­ste­śmy w sta­nie od ra­zu po­jąć.

Ale co do mnie, my­li się Pa­ni – je­stem bez­gra­ni­czym opty­mi­stą. Po­nie­waż – to pięk­ne zda­nie JPII – Bóg jest Pa­nem hi­sto­rii. Co do Pol­ski więc, jed­na jest tyl­ko kar­dy­nal­na kwe­stia i jed­na tro­ska, któ­ra po­win­na nam spę­dzać sen z po­wiek: być wo­bec Nie­go w po­rząd­ku. A On – jak wia­do­mo – „jak do­pu­ści, to i z ki­ja wy­pu­ści”.
Za:http://www.warszawskagazeta.pl/polityka/35-polityka/1455-izraelski-plan-b-budowa-judeopolonii-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.